Kiedy oddawano do użytku pierwsze siedleckie „wieżowce”, spełniały one ówczesne, zapewne nazbyt liberalne, wymagania bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Po wejściu do Unii Europejskiej, przepisy się zmieniły. Miały one dotyczyć tylko nowych budynków. Stało się jednak podobnie jak w przypadku ustawy medialnej. Dodano zapis, że nowe wymogi trzeba wprowadzić także w budynkach istniejących. I tu zaczął się wielki kłopot, którego do dzisiaj nie udało się rozwiązać.
Obecnie obowiązujące przepisy nakazują, aby tzw. suche piony były stale nawodnione – mówi Andrzej Zabijak. – Musi w nich też panować wysokie ciśnienie. Przepisy obligują też do zapewnienia odpowiedniego zapasu wody – w granicach 50-100 metrów sześciennych. To zaś oznacza konieczność montowania potężnych zbiorników na wodę. Ich ciężar przekracza nawet 100 ton! W starych budynkach jest to często niemożliwe, choćby ze względów technicznych. Potrzebne są także pompownie do tłoczenia wody.
Zdajemy sobie też sprawę z tego, że przekracza to możliwości finansowe administratorów i zarządców budynków.
W Siedleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej twierdzą, że tego typu wymogi są wręcz absurdalne i po prostu nierealne do wykonania.
- Gdyby na wieżowcu z wielkiej płyty zamontować zbiornik na wodę o ciężarze 100 ton, to budynek się po prostu zawali – mówią krótko w Spółdzielni.
Zgodnie jednak z rozporządzeniem MSWiA, Komenda Miejska PSP w Siedlcach wysłała (w latach 2006-2007) do administratorów i zarządców budynków decyzję, nakazującą wykonanie odpowiednich instalacji przeciwpożarowych. Administratorzy się od tej decyzji odwołali, a KM PSP się do tego odwołania przychyliła.
Terminy wykonania odpowiednich instalacji przesunęliśmy do końca 2011 roku, a w niektórych wypadkach nawet na późniejszy termin – dodaje Andrzej Zabijak. – Pojawiła się też możliwość zastosowania rozwiązań zamiennych, czyli montowania zbiorników na 5 metrów sześciennych wody. Jest to już znacznie bardziej realne do praktycznej realizacji.
Okazuje się jednak, że SSM, która administruje większość (21) wysokich budynków, stanęła przed nowymi kłopotami. Aby można zastosować zbiornik, mieszczący tylko 5 metrów (zamiast 50 czy 100), potrzebna jest specjalna ekspertyza. Już w 2008 roku Spółdzielnia wykonała je dla 5 wysokich budynków. Rzeczoznawca z Warszawy za każdą z nich zażyczył sobie po 4 tysiące złotych. W Spółdzielni nie ukrywają, że traktują to jako swego rodzaju haracz.
- Biorąc pod uwagę szablonowość ekspertyz i wysoki koszt wykonania projektów technicznych (5-7 tys. złotych), zrezygnowaliśmy z usług tego rzeczoznawcy – mówi starszy inspektor ds. BHP i p.poż. SSM, Jacek Buta. – Kolejne ekspertyzy zlecono innemu rzeczoznawcy. Miały być one wykonane w 2009 roku. Do dzisiaj ich jednak nie sporządzono. Wynika to z faktu, że ciągle czekamy na podpisanie przez MSWiA nowego rozporządzenia w sprawie nawadniania instalacji p.poż. Znacznie łagodzi ona obecne wymogi i radykalnie ogranicza koszty. Pozwala bowiem na zasilanie tzw. suchych pionów z instalacji wodociągowej.
To eliminuje konieczność instalowania zbiorników, budowy pompowni i oddzielnego zasilania energetycznego. Oznacza oczywiście radykalną zmianę. Wystarczy powiedzieć, że samo wykonanie instalacji według obecnych przepisów (w budynku dwuklatkowym), to najmarniej 100 tysięcy złotych! Do tego dochodzi wiele innych kosztów. Wszystkie one spadłyby oczywiście na samych lokatorów.
Tak więc administratorzy nie chcą wyrzucać pieniędzy na ekspertyzy, które i tak do niczego pewnie nie będą potrzebne. Za te pieniądze mogą podłączyć suche piony do wodociągów. Kłopot tylko w tym, że nowe, życiowe rozporządzenie ciągle nie zostało podpisane. Obowiązuję więc aktualne przepisy, które są nierealne.
- Zapewniam, że obecna instalacja jest konserwowana i gotowa do użycia, a wszystkie zawory i głowice zostały już trwale zabezpieczone przed kradzieżą – uspokaja Jacek Buta.